Niedawno prowadziłam mediację, w której udział brała skonfliktowana para mająca dzieci. Mieliśmy nadzieję, że szybko uzgodnimy kontakty między rodzicami i dziećmi.  Zawsze kiedy rozpoczynam mediadcję proszę osoby biorące w niej udział o powiedzenie kilku słów o sobie: jakie mają priorytety, wartości, co jest w ich życiu ważne. Nie wiem czy tak robią wszyscy mediatorzy ale mi pozwala to przełamać pierwszy lody i choć trochę się poznać.  

Daje nam to też chwilę na opadnięcie emocji, które są związane z procesem mediacyjnym. Kiedy para wchodzi do mojego gabinetu i widzi uśmiechniętego mediatora to reaguje zdziwieniem, uniesioną brwią. Pierwszemu spotkaniu mediacyjnemu towarzyszą bardzo silne emocje, jest obawa przed oceną, jest lęk przed porażką. Staram się rozładować tę atmosferę, proponując kawę, herbatę a potem właśnie przechodząc do króciutkiej pogawędki.  Muszę Wam powiedzieć, że w trakcie moich spotkań mediacyjnych wielokrotnie miałam do czynienia z takim, wydawałoby się na pierwszy rzut oka niezrozumiałym, zjawiskiem.  Otóż kiedy jedna ze stron opowiada o jakimś zdarzeniu: w jaki sposób się wtedy czuła, co było dla niej trudne itd. okazuje się że to samo zdarzenie,  ten sam fakt jest interpretowany przez drugą stronę zupełnie inaczej. 

Zetknąwszy się z tym po raz pierwszy pomyślałam, że któraś ze stron konfabuluje, ponieważ rozbieżności były bardzo duże. Jedna strona oceniła zdarzenie jako zabawne a dla drugiej  jest to wręcz traumatyczne.  Zastanowiło mnie  to zjawisko.   

Sprawa wyjaśniła się dosyć szybko. Podczas studiów na wydziale psychologii CH mamy wykładany przedmiot psychologia narracyjna i to ona właśnie wyjaśnia nam proces tworzenia się tych historii. 

Każda taka historia oparta jest na interpretacji i wartościach osób które je tworzą. Co ciekawe w każdej takiej historii fakty mieszają się z fikcją, można rzec, że to takie tworzenie nowej rzeczywistości a więc proces twórczy?. Ta narracja  jest sposobem na znalezienie się w czasie, uporządkowanie własnego życia, wyznaczaniem kierunków. Nie każda narracja oczywiście musi być historią życia ale ludzie tworzą historie, dzięki którym ich życie nabiera spójności, sensu, celu. Przede wszystkim narracja ma za zadanie dać nam poczucie kontroli nad tym naszym życiem i nad środowiskiem w jakim żyjemy. To wzmacnia nasze poczucie własnej wartości, sprawia, że czujemy się atrakcyjni kompetentni. Chyba nie powiem nic nadzwyczajnego jeśli ogłoszę, że głównymi czynnikami motywacji człowieka są emocje i uczucia. To oczywiście teoria Silvana Tomkinsa. 

To Tomkins mówi, że na opowieści życia mogą wpływać również mechanizmy obronne, ponieważ pewne treści mogą być zniekształcone a pewne w ogóle się nie pojawiać w tej historii z powodu ich wyparcia. 

Nie będziemy oczywiście wchodzić w szczegóły mówiące o skrypcie jądrowym, który powstaje na bazie scen z dzieciństwa i pełni funkcję jądra interpretacyjnego, bo  to nie miejsce i czas na takie rozważania, natomiast faktem jest, że nasza historia jest tylko nasza. Nawet jeśli w tych doświadczeniach mają udział osoby trzecie to ich punkt widzenia będzie zupełnie inny i to, że inaczej pamiętają daną sytuację nie oznacza, że mijamy się z prawdą albo że naciągamy rzeczywistość, żeby coś ugrać, wybielić się lub zdjąć z siebie odpowiedzialność. 

Rozumiejąc to zjawisko łatwiej nam będzie zachować dobre relacje międzyludzkie. I pamiętajcie, zawsze dopuszczajcie myśl, że możecie się mylić. Dobrego dnia Wam życzę 🙂